Konia z rzędem temu, kto nakreśliłby przed sezonem scenariusz, w którym spotkanie żółto-niebieskich z łódzkimi szejkami w 25. serii gier będzie nieść za sobą kaliber starcia wagi ciężkiej w walce o utrzymanie w Ekstraklasie. Oczywiście, do finiszu rozgrywek droga wciąż daleka, tabela jest płaska jak nigdy wcześniej, różnice w całej stawce są minimalne i kiedy którakolwiek z drużyn złapie serię zwycięstw, momentalnie z zaplątania w bój o ligowy byt może urosnąć do miana kandydata do europejskich pucharów. Ale już fakt tak fatalnej gry drużyny z al. Piłsudskiego do tego momentu przy tak potężnych środkach finansowych zainwestowanych w klub sprawia, że kiedy zespół Dawida Szwargi w rzeczywistości walki o utrzymanie trafia na monstrualny projekt Roberta Dobrzyckiego, gdynianie mogą zakrzyknąć niczym tytułowa postać z kreskówki ,,Pampalini łowca zwierząt”: ,,mamma mia, skąd tutaj wziął się lew?!”. Trwający sezon Ekstraklasy jest jednak absolutnie elektryzujący, przez co poziom emocji będzie rósł z tygodnia na tydzień. W 25. kolejce przed żółto-niebieskimi mecz o sześć punktów w kontekście bitwy o zachowanie elity w Gdyni. W niedzielę o 12:15 na Stadionie Miejskim Arka podejmuje Widzewa Łódź.

Ta kwota padłaby w tekście prędzej czy później, więc miejmy to za sobą - Robert Dobrzycki wydał na transfery w tym sezonie prawie 23 miliony euro. To jest chore. Właściciel łódzkiego klubu w zimowym okienku przeznaczył na nowych zawodników więcej pieniędzy niż cała LaLiga razem wzięta. Takich środków w polskiej piłce jeszcze nikt nigdy nie łożył, mamy do czynienia z sytuacją irracjonalną. Gdybyśmy wymieniali teraz wszystkich piłkarzy, którzy w ostatnich miesiącach pojawili się przy Piłsudskiego, zabralibyśmy Wam pół dnia. Lista trenerów przewijających się w tym okresie przez czerwoną stronę Łodzi jest zresztą również sążnista - od początku rozgrywek szkoleniowcami Widzewa byli już Żeljko Sopić, Patryk Czubak, Igor Jovicević, a od niedawna stery przejął Aleksandar Vuković. Dopiero ten ostatni sprawił, że gwiazdozbiór królewiczów sprowadzanych za grube miliony zaczął grać na poważnie w piłkę - a przynajmniej tak wyglądało to w wygranym 2:1 meczu z Lechem Poznań przed tygodniem. Łodzianie zwyciężyli w tym spotkaniu dzięki pressingowi, zawziętości i ambitnemu zmaganiu o zagęszczenie pola gry, które doprowadziło do wybicia Kolejorzowi jego największych atutów w postaci kombinacyjnych rozwiązań ofensywnych opartych na umiejętnościach technicznych swoich zawodników. Zanim jednak Vuković tchnął ducha walki w gwiazdy ściągnięte przez Dobrzyckiego, RTS na wiosnę ugrał tylko 4 punkty - po wygranej 2:0 z beznadziejną Wisłą Płock i remisie 0:0 z Cracovią. W międzyczasie Widzewiacy przegrali 1:3 z Jagiellonią i po 0:1 z GKS-em Katowice oraz Pogonią. To wszystko powoduje, że przed starciem z Arką klub z al. Piłsudskiego plasuje się dopiero na 17. lokacie w tabeli, tracąc dwa oczka do żółto-niebieskich. Niedzielna rywalizacja urasta więc do rangi szalenie istotnej konfrontacji w kontekście walki o utrzymanie. W meczu z Lechem Vuković zdecydował się ustawić zespół w taktyce 3-4-2-1, więc jeżeli pozostanie przy tym pomyśle, to przy Olimpijskiej zmierzą się dwie drużyny poukładane w tej samej strukturze. W bramce Widzewa być może stanie znów Bartłomiej Drągowski, którego zabrakło przed tygodniem z powodu drobnego urazu, ale w ostatnich dniach wrócił już do treningu - inna sprawa, że zastępujący go Veljko Ilić w spotkaniu z poznaniakami spisał się znakomicie. W trójce stoperów prawdopodobnie pojawi się Mateusz Żyro, który niedawno odrzucił ofertę transferową Arki, mając wówczas niewielkie szanse na grę w pierwszym składzie, ale po zmianie trenera otrzymał nowe życie. Partnerować mu będą Steve KapuadiPrzemysław Wiśniewski. Na prawym wahadle wybiegnie Marcel Krajewski, na lewym - Christopher Cheng. W środku pola łodzian od pierwszego gwizdka będziemy oglądali Lukasa LerageraJuljana Shehu (4 gole i 4 asysty Albańczyka w tym sezonie). Wyżej Vuković zainstaluje Emila Kornviga oraz Frana Alvareza (6 bramek i 4 ostatnie podania Hiszpana w bieżących rozgrywkach), a na szpicy gdyńskich obrońców niepokoić będzie strzelec 11 goli w tej kampanii Sebastian Bergier. A do dyspozycji trenera są też Osman Bukari (Ghańczyk został wykupiony z amerykańskiego Austin FC za 5,5 mln euro), Mariusz Fornalczyk, Angel Baena, Bartłomiej Pawłowski, Carlos Isaac, Lindon Selahi, Stelios Andreou czy Ricardo Visus. Widzew dysponuje takim potencjałem personalnym - zarówno w ofensywie, jak i w tyłach - że powinien wciągnąć ligę nosem. Nie możemy więc patrzeć na tę drużynę przez pryzmat tabeli jak na outsidera, wręcz przeciwnie - należy nastawić się na morderczy bój. Za kartki pauzuje w niedzielę Andi Zeqiri, kontuzjowany na dłużej jest wychowanek Arki Szymon Czyż. U progu sezonu łodzianie zamierzali opierać ciężar gry na dynamicznych skrzydłowych, po to na Piłsudskiego sprowadzeni zostali Fornalczyk czy Samuel Akere (którego swoją drogą już nie ma w klubie), tymczasem w ostatnim czasie wygląda na to, że najwięcej RTS-owi może dać środek pola z Leragerem, Shehu, Kornvigiem i Alvarezem. Żółto-niebieskich czeka w niedzielę trudna rywalizacja w centralnym sektorze murawy. Do tego gdyńscy stoperzy muszą cały czas mieć baczność na Bergiera, który będzie groźny zwłaszcza przy stałych fragmentach gry i dośrodkowaniach od wahadłowych. Widzew ma w tym sezonie mnóstwo problemów z ustawieniem w obronie, defensorzy często dają się zaskoczyć podaniami za plecy. Do tego ten zespół cechuje mała ruchliwość i słaba motoryka, natomiast niech to nie zwiedzie Arkowców, bo pod rządami Vukovicia te elementy powinny ulec poprawie. Mimo wszystko uważamy, że w niedzielę trzeba spróbować zabiegać zespół gości i budować własną grę w oparciu o wygrywanie stykowych piłek i zbieranie tych bezpańskich, po których natychmiast musi następować aktywizujące podanie do przodu.

W kontekście tej ostatniej umiejętności nie jesteśmy wielkimi zwolennikami powrotu do wyjściowej jedenastki Arki Aureliena Nguiamby, który po pauzie za kartki w Płocku znów będzie do dyspozycji Dawida Szwargi, ale przy Łukasiewicza środek pola złożony z Alassane’a Sidibe i Kamila Jakubczyka zdał egzamin. Kontuzjowany pozostaje Luis Perea, ale już Edu Espiau powinien po mikrourazie ponownie znaleźć się w kadrze meczowej. W poniedziałek żółto-niebiescy nareszcie zwyciężyli na wyjeździe - uczynili to dopiero w dwunastym podejściu, jednak była to wygrana w pełni zasłużona. Zespół prezentował bardzo dobrą intensywność i skuteczny pressing, a w drugiej połowie zdominował środek pola i w ten sposób otworzył sobie kierunki podania również do skrzydeł. Teraz ten udany występ trzeba koniecznie potwierdzić zwycięstwem na własnym boisku. Są na to widoki, bo na swoim terenie Arka wywalczyła w tym sezonie aż 25 punktów po 7 zwycięstwach, 4 remisach i tylko 1 porażce. Gdynianie muszą utrzymać koncentrację do ostatniego gwizdka, nie mogą się powtórzyć scenariusze z konfrontacji z Legią i Lechią, kiedy piłkarze Szwargi trwonili prowadzenie 2:0 i ostatecznie remisowali. Historia spotkań pomiędzy obiema drużynami jest w tym momencie idealnie równa - Arka i Widzew wygrywały po 8 razy przy 13 remisach. W przypadku meczów rozegranych w Gdyni bilans przemawia jednak za żółto-niebieskimi, którzy zwyciężyli pięciokrotnie przy dwóch triumfach łodzian. Niedzielna potyczka z pewnością będzie miała szczególne znaczenie dla Sebastiana Kerka i Serafina Szoty, którzy przy Piłsudskiego spędzili po dwa lata. Mamy nadzieję, że obaj udowodnią działaczom Widzewa, iż rezygnacja z ich boiskowych usług była błędem. Podopieczni Szwargi koniecznie muszą bić się o pełną pulę. W tabeli Arka ma tylko jeden punkt przewagi nad Legią i dwa nad najbliższym przeciwnikiem. Z kolei straty do ekip wyprzedzających gdynian są równie minimalne, więc przy złapaniu serii wygranych jest okazja złapać oddech w walce o utrzymanie. Pierwszym krokiem do budowania takiej passy musi jednak być ogranie RTS-u.

W jednym z greckich mitów, stanowiącym przestrogę przed zatraceniem się w materializmie i chciwości, bóg Dionizos spełnił życzenie króla Frygii Midasa, by wszystko, czego ten dotknie, zamieniało się w złoto. Władca szybko przekonał się o fatalnych skutkach własnej zachłanności, kiedy omal nie zginął z głodu i pragnienia, ozłacając żywność i czyniąc ją niemożliwą do skonsumowania. Czarę goryczy przelało zamienienie własnej córki w złoty posąg po dotknięciu dziewczyny. Midas dostrzegł konsekwencje swojej pychy i przebłagał Dionizosa o odebranie mu spektakularnego daru. Widzew Roberta Dobrzyckiego przypomina w ostatnich miesiącach właśnie działania mitycznego króla: owładnięte manią wielkości łódzkie środowisko ściga się jedynie z własnymi ambicjami w finansowym wyścigu zbrojeń, nabywa drogich piłkarzy bez chwili zastanowienia, a kiedy nowe gwiazdy wybiegają na murawę, okazuje się, że w całym projekcie brakuje zdrowego rozsądku i poukładanej wizji. Przy Piłsudskiego przez ostatni rok czego się nie dotkną, zamieniają w złoto - tyle, że potem wychodzi, iż na tym kruszcu można połamać sobie zęby. Oby Arkowcy w niedzielę pognębili łodzian, zwiększyli swoją przewagę nad Widzewem do pięciu punktów i znacznie poszerzyli własny kapitał bezpieczeństwa przed trudną i intensywną końcówką sezonu. Zapraszamy do kupowania biletów na to widowisko, niech fanatyczny doping poprowadzi żółto-niebieskich do zwycięstwa. Nasza Areczka, ole, żółto-niebieska, ole, my jesteśmy tu, ty dziś wygrasz mecz, nigdy nie zdradzimy cię!