Arka jechała do Legnicy na pierwszy poważny test w tym sezonie - po drugiej stronie boiska stanęła bowiem drużyna, która również powinna w tych rozgrywkach liczyć się w walce o bezpośredni awans. Na starcie z Miedzią Marek Jarolim desygnował do boju od pierwszej minuty swój sprawdzony skład, który prezentował się również w ostatnich konfrontacjach Gdynian. Janusz Niedźwiedź, zgodnie z naszymi przedmeczowymi przewidywaniami, zdecydował się pozostać przy ustawieniu z czwórką obrońców. Z podstawowej jedenastki Legniczan wypadł natomiast kontuzjowany Juliusz Letniowski, którego miejsce nieoczekiwanie zajął Kristian Fucak.

Spotkanie zaczęło się od strzału głową Stanclika dwa metry nad bramką po dośrodkowaniu Mazura z lewej strony już w 17. sekundzie. W 4. minucie z kolei konkretną akcją odpowiedziała Arka - ładne rozegranie piłki na wysokości pola karnego zostało wykończone miękką centrą Walusia z prawego boku szesnastki na nogę zamykającego wszystko z lewej flanki Gojnego, natomiast Lucić zatrzymał zmierzającą do bramki futbolówkę. W 16. minucie Mazur zagrał długie, diagonalne podanie do Cordoby, Hiszpan złamał do środka, spotkał tam również szukającego szczęścia w centralnym korytarzu murawy Antonika i oddał mu piłkę, były skrzydłowy Arki nawinął spóźnionego Soleckiego i uderzył po ziemi z 20 m, a Arndt w tej sytuacji zawalił na całej linii, przepuszczając lekki strzał pod brzuchem i wręczając Miedzi gola w prezencie. Żółto-niebiescy próbowali odpowiedzieć - w 26. minucie Ambrosiewicz znalazł na linii pola karnego Kuna, ten momentalnie oddał techniczny strzał, szukając okna bramki Lucicia, ale nieznacznie się pomylił. Sześć minut później Arndt popełnił kolejny kardynalny błąd, niepewnie wychodząc do futbolówki po rzucie wolnym dla gospodarzy, co stworzyło doskonałą sytuację do uderzenia głową Mazurowi - na szczęście dla golkipera przed linią bramkową stał Szota, który zatrzymał próbę Ukraińca. W 42. minucie środkowy obrońca Gdynian pokazał się z kolei pod bramką rywala, dochodząc do strzału głową po wrzutce Soleckiego, jednak skierował piłkę wyraźnie obok prawego słupka Lucicia. Chwilę później Gojny w ostatnim momencie zablokował znajdującego się już niemal oko w oko z Arndtem Cordobę, któremu z głębi pola podawał Antonik. Do przerwy podopieczni Niedźwiedzia prowadzili 1:0.

Na drugą połowę Arkowcy wyszli odmienieni - zamiast drużyny statycznej i ospałej w rozegraniu, w pierwszym kwadransie po zmianie stron oglądaliśmy zespół, który drapieżnie szukał wyrównania. W 49. minucie żółto-niebiescy rozegrali fantastyczną koronkową akcję opartą na wymianie podań w bezpośredniej okolicy pola karnego miejscowych, ostatecznie Waluś strzelał z 13 m, piłka minęła już Lucicia, ale na linii bramkowej stał Mazur i fenomenalnie interweniował, wybijając futbolówkę głową. Siedem minut później Milewski uderzył z pierwszej piłki z 16 m, natomiast piłka powędrowała obok prawego słupka bramki Miedzi. Niestety, po udanym pierwszym kwadransie po przerwie, entuzjazm Arki osłabł, a gra znów się wyrównała. W 79. minucie Arndt sparował na rzut rożny groźny strzał Stanclika z 20 m. Chwilę później doskonałą sytuację miał Demirović, futbolówka została wystawiona mu idealnie na 16. metr, ale Słoweniec huknął wysoko nad poprzeczką. W 86. minucie Antonik zszedł z lewego skrzydła do środka, po czym mocno huknął z linii szesnastki w kierunku dalszego słupka, myląc się minimalnie. W ostatniej akcji meczu Szymoniak podał z głębi pola z pominięciem Arkowców do samotnego Petrovicia, były gracz żółto-niebieskich podniósł głowę i dograł z lewej strony do środka, Mansfeld zostawił piłkę Antonikowi, a skrzydłowy z łatwością nawinął Komendę i uderzeniem pod poprzeczkę bramki Arndta zamknął wynik, pieczętując zwycięstwo Miedzi.

Wygląda na to, że wygrana Arki w Opolu była wyjątkiem potwierdzającym regułę, a Gdynianie wciąż mają duży problem z punktowaniem na wyjazdach. Po porażce w Skierniewicach tym razem przyszedł czas bezradności na Stadionie Orła Białego. Podopieczni Jarolima zagrali fatalną pierwszą połowę, w której trwali w apatii, ospałości i próbowali rozgrywać piłkę na stojąco, bez ruchu w ofensywie. Na drugą część rywalizacji wyszła drużyna z energią i wolą walki, ale paliwa starczyło na 15 minut i kiedy zmasowana ofensywa nie przyniosła wyrównania, Arkowcy osiedli na laurach, bijąc głową w mur i tracąc pomysł na sforsowanie zasieków obronnych Legniczan. Ciężko wytłumaczyć w sposób logiczny tę bezradność kolejnego przecież wydania drużyny, która poza Gdynią gubi głowę i jeśli traci gola jako pierwsza, to nie potrafi przełamać impasu i indolencji w ofensywie. Za niedzielne spotkanie można jakkolwiek wyróżnić tylko Filipa Walusia, który dwoił się i troił na połowie Miedzi, raz po raz wchodząc w drybling - często zresztą skuteczny. Tyle, że 21-latek nie miał, z kim grać - koledzy nie pokazywali mu się do podania i grali tempo wolniej od byłego pomocnika Warty. Arka po porażce w Legnicy spadła na 4. miejsce w tabeli. Następne spotkanie żółto-niebiescy rozegrają w następną niedzielę o 14:30 na Stadionie Miejskim w Gdyni, a ich rywalem w meczu przyjaźni będzie Polonia Bytom.


Miedź Legnica - Arka Gdynia 2:0

Bramki: Antonik 16' i 90+4'

Miedź: Lucić - Maliszewski (71' Szymoniak), Noiszewski, Mazur, Grudziński - Cordoba (83' Jovicić), Hajda (71' Norlin), Petrović, Fucak (62' Serafin), Antonik - Stanclik (83' Mansfeld).

Arka: Arndt - Gruszkowski, Szota (81' Lewkot), Komenda, Gojny - Solecki (72' Krefft), Kun (65' Pawłowski), Ambrosiewicz (81' Rama), Waluś, Milewski (72' Demirović) - Gutkovskis.

Żółte kartki: Petrović - Kun, Szota.

Sędzia: Piotr Urban (Legionowo).